Szeroko otwartymi oczyma przyglądałam się psiej bestii. Miał zmierzwioną, szarą sierść, która pewnie byłaby biała, gdyby tylko zadbał o siebie. Ostre i lśniące zęby odsłonięte w groźnym grymasie. Przekrwione oczy wpatrujące się we mnie i Vivaldiego. Pies oblizał wargi i postąpił krok naprzód.
- Moje - wydyszał ciężko i chrapliwie. - Moje.Ruchem łapy wskazał otaczającą nas jaskinię i jakieś graty przy drugim jej końcu. Uśmiechnęłam się uprzejmie i skinęłam głową.
- Świetnie cię rozumiemy, co nie, Vivaldi?
Poczułam, że mięśnie dobermana spięły się nieco, w miarę jak samotnik zbliżał się do miejsca, w którym staliśmy. Pchnęłam towarzysza w bok, wyrywając go z transu.
- Vivaldi, wyluzuj! Wciąż nie rozumiesz?!
Z nadzieją uniosłam głowę, ale w jego wzroku wyczytałam tylko niepewność.
- To go zesłały nam Psie Żywioły! - krzyknęłam, a mój głos potoczył się echem po grocie. - Nie widzisz tego szlachetnego profilu jego głowy? I te boki! Poza tym cały jest otoczony tą piękną aureolą i...
- Wydaje mi się, że to kurz - zwrócił mi łagodnie uwagę Vivaldi. Zerknęłam na samotnika i w myślach przyznałam botanikowi rację.
- W każdym razie, ja to załatwię. Mam... doświadczenie w takich sprawach - oznajmiłam z wykrywalną wyższością w głosie. Vivaldi skrzywił się lekko, ale nie pozwoliłam, by mnie zatrzymał. Pomknęłam przodem i zatrzymałam się tuż przed psem. W pysk uderzył mnie jego śmierdzący oddech. Mimo to uśmiechnęłam się szeroko.
- Witaj - skłoniłam lekko głowę, z szacunkiem. - Jak się nazywasz?
- Killer - samotnik uśmiechnął się obrzydliwie, odsłaniając pożółkłe kły. Dopiero teraz zauważyłam, że na szyi miał swojego rodzaju naszyjnik składający się z zębów i pazurów.
- Miło mi cię poznać. Mam na imię Nuntius, a tamten doberman z tyłu to Vivaldi. Jest nam niezmiernie miło cię poznać. Przybywamy z... hm... daleka. Dobrze, że cię znaleźliśmy, bo na pewno masz całe mnóstwo informacji on Psich Żywiołów! - pisnęłam rozentuzjazmowana. Mój uśmiech zbladł nieco, gdy zauważyłam zagubiony wzrok Killera. Spoczął on na Vivaldim.
- O czym ona gada?! - warknął z pretensją w głosie. Zrobiło mi się nieoczekiwanie bardzo przykro.
- Czyli nie masz wiadomości? Cóż... szkoda. Przepraszam, nie chcieliśmy naruszyć twojej prywatności, już idziemy i...
- Nigdzie nie idziecie! - ryknął biały. W jednym uderzeniu serca znalazł się przy mnie. Naparł na mnie, aż musiałam się cofnąć. Z zaskoczenia potknęłam się i opadłam na Vivaldiego, który pomógł mi wstać. Podziękowałam półgłosem i utkwiłam spojrzenie w Killerze, który zaśmiał się cicho. Spełnijcie moje trzy życzenia, to może was wypuszczę...
Z wrażenia zapomniałam jak się oddycha. Może to był znak od Psich Żywiołów! Zadania, trzy zadania, których oni nie mogli wypełnić, ale ja... tak! Z emocji przygryzłam dolną wargę.
- Jasne, że spełnimy twoje żądanie - warknęłam. - Nie jesteśmy tchórzami!
- Radzę wam dotrzymać słowa, bo albo tobie, albo jemu coś się stanie. A tego byśmy chyba nie chcieli, prawda? - zapytał słodko i zarechotał. - Macie swoją pierwszą misję: przy miejscu mojego wodopoju pojawił się jakiś stwór. Nie interesuje mnie jak, ale macie go pokonać, inaczej będzie krucho!
- Mógłbyś mi opisać tego "stwora"? - poprosił Vivaldi.
- Przypomina konia - odrzekł Killer. - Strasznie narwana istota, już raz prawie mnie dorwała! - splunął pod łapy mojego towarzysza. - Mieszka w wodzie, czasami strasznie ryczy.
- On mówi o kelpii - zwrócił się do mnie Vivaldi. I to agresywnej. Nuntius, ja nie wiem czy...
- Daj spokój! - przerwałam mu szybko, to raczej oczywiste że damy radę!
- I pamiętajcie! Żadnego uciekania, bo was dorwę... A teraz chodźcie, zaprowadzę was.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz